W lipcu 2007 roku tłumacze Biblii z dwunastu nigeryjskich społeczności językowych spotkali się w wiosce Bayara w Nigerii na trzytygodniowych warsztatach w celu rozpoczęcia tłumaczenia Ewangelii Łukasza. Zebrali się wraz z grupą konsultantów zewnętrznych – Nigeryjczyków, Amerykanów i Brytyjczyków – w szkole pokrytej blaszanym dachem.
Wieczorem w piątek, 27 lipca, zakończyli pierwszy tydzień pracy i planowali odpoczynek. Współpraca w środowisku wielojęzycznym jest trudna, więc wszyscy mieli ochotę na relaks przy kolacji i filmie.
Tłumacze zapakowali materiały, książki i laptopy do toreb, które przewiesili przez ramiona. Jedna z osób zabrała smycz z pendrive’em, którego używali do przekazywania sobie nawzajem plików, a także do archiwizowania efektów swojej pracy.
Przeszli pół kilometra w ciepłej, wieczornej atmosferze do domu gościnnego, w którym nocowali. Znajdował się on nieopodal miejscowego szpitala. Zaczęła się właśnie chłodniejsza pora deszczowa, ale tamten dzień nie był ani chłodny, ani deszczowy.
Koło 19:30 skończyli jeść i Veronica Gambo, żona jednego z konsultantów tłumaczeniowych, zrobiła popcorn. Wsypała go do miski, zabrała ze sobą i zamierzała wyjść z kuchni, by dołączyć do pozostałych, którzy siedzieli już przed telewizorem, gdy nagle przez drzwi do kuchni wpadli mężczyźni z karabinami. Gambo zamarła. Jeden z mężczyzn przyłożył lufę między jej łopatki i wprowadził ją, nadal niosącą popcorn, do pokoju dziennego.
„Na ziemię!” – krzyczeli mężczyźni, jak wspomina Danjuma Gambo, mąż Veroniki. Oddawali strzały w ściany i sufit. Zmusili wszystkich do położenia się na ziemi – również kierowniczkę projektu tłumaczeniowego, siwowłosą Brytyjkę zbliżającą się do siedemdziesiątki.
Andy Kellogg, Amerykanin pracujący jako konsultant tłumaczeń Biblii, leżąc na podłodze, zastanawiał się, czy ci mężczyźni obrabują ich i szybko odejdą, czy zrobią coś gorszego.
– Znajdując się na odludziu, gdzie nie zapowiada się, aby pomoc miała szybko nadejść, nie trzeba się spieszyć, będąc rabusiem – powiedział Kellogg. – A my byliśmy na odludziu.
Szczęśliwie dla tłumaczy, mężczyźni nie byli terrorystami religijnymi, ale bandytami, którzy przyszli po laptopy. Zabrali w sumie dziewięć komputerów – a z nimi wykonane tłumaczenie, przechowywane na twardych dyskach – oraz rzeczy osobiste, takie jak paszporty i karty kredytowe.
Kiedy złodzieje odeszli, kierowniczka projektu, Katharine Barnwell, wstała z podłogi i strzepała kurz z ubrania. Podeszła do każdego tłumacza, by upewnić się, czy wszystko w porządku. Nagle ktoś zauważył, że na gwoździu w pokoju dziennymi wisi coś, co złodzieje przeoczyli: smycz z pendrive’em. Jedyna kopia zapasowa ich pracy tłumaczeniowej.
Barnwell przemówiła w rzeczowym, brytyjskim tonie: „Dobrze. Cóż, nie pozwolimy, żeby nas to zatrzymało”.
Większość swojej kariery językoznawczej w organizacji SIL, zaangażowanej w tłumaczenia Biblii, Barnwell spędziła w Nigerii, zatem miała już na swoim koncie bliskie spotkania z niebezpieczeństwami. Sześć razy została okradziona przez uzbrojonych ludzi. Wielokrotne chorowała na malarię. Żyła w ciągłym zagrożeniu ze strony Boko Haram i terrorystów, którzy bombardują kościoły.
Barnwell chciała, aby projekt był dalej realizowany, więc po przedyskutowaniu sprawy wszyscy pracownicy postanowili zostać i kontynuować warsztaty. Minęło parę minut i – jak wspomina Danjuma Gambo – cała grupa zaczęła śpiewać, chwaląc Boga i modląc się o możliwość dokończenia Bożego dzieła.
Był jeden problem: „Nie mamy komputerów – pomyślał Kellogg. – W poniedziałek będzie bardzo ciężko”.
Jednak w poniedziałek, gdy wrócili do pracy, okazało się, że wszystkie laptopy zostały zastąpione nowymi. Nie był to rezultat e-maili, próśb o wsparcie, formularzy czy petycji do zachodnich organizacji misyjnych. Komputery zostały podarowane przez miejscowych, nigeryjskich chrześcijan.
Wieść o rabunku szybko się rozniosła i – jak powiedział Kellogg – „w pobliskich kościołach znaleźli się wpływowi ludzie, którzy złożyli darowiznę”. Lokalne kościoły i ofiarodawcy chcieli, aby praca tłumaczeniowa była dalej prowadzona. Wierzyli w sens tej pracy i przyczynili się do jej kontynuacji.
Dzięki kopii zapasowej z pendrive’a zespół kierowany przez Barnwell szybko odzyskał wykonane do tej pory tłumaczenie i zaczął dalszą pracę. Ukończyli przekład Ewangelii Łukasza w każdym ze wspomnianych wcześniej dwunastu nigeryjskich języków, a wkrótce gotowe było również dwanaście nowych tłumaczeń filmu Jezus, którego scenariusz opiera się prawie całkowicie na Ewangelii Łukasza. Zgodnie z tym, co mówi Kellogg, obecnie w wielu z tych języków dostępny jest cały Nowy Testament, a w przypadku niektórych z nich rozpoczęto pracę nad przekładem Starego Testamentu.
Photos Courtesy of Katharine BarnwellIncydent w północno-wschodniej Nigerii stanowi stop-klatkę z wielkiej zmiany w świecie misji, jaka zachodziła w ciągu ostatnich 50 lat: przeniesienia własności z „zachodnich” osób prywatnych i instytucji na liderów z krajów Globalnego Południa. Pomysł, by Amerykanie i Europejczycy przestali pełnić przywódczą rolę w misjach i byli w szybkim tempie zastępowani przez chrześcijan z krajów rozwijających się, nie jest już niczym nowym. Jest on już traktowany prawie jako oczywistość w kontekście tego, jak Ewangelia będzie się rozprzestrzeniać w XXI wieku.
Bycie zarządzanymi przez Nigeryjczyków – to uratowało projekty zapoczątkowane dzięki warsztatom Barnwell, a przynajmniej pomogło im szybko wystartować na nowo. To wręcz poetyczne: Barnwell, przybyła z Zachodu, była jedną z pierwszych, którzy opowiadali się za tym, by upoważnić Nigeryjczyków do przejęcia pracy tłumaczeniowej w ich własnym kraju. Właściwie całkiem prawdopodobne jest to, że żaden z żyjących dziś ludzi nie wywarł większego wpływu na tłumaczenia Biblii niż Barnwell, która obecnie ma 84 lata [W momencie publikacji artykułu w 2022 roku.]. Ale jeśli nie zajmujesz się pracą w tej dziedzinie (ja byłem tłumaczem Biblii, gdy poznałem Barnwell podczas konferencji w Teksasie dziesięć lat temu), to pewnie nigdy o niej nie słyszałeś.
Katharine Barnwell urodziła się w 1938 roku w Londynie. Jej najwcześniejsze wspomnienia stanowią obrazy z podziemi, w których ukrywała się w trakcie nazistowskich nalotów bombowych. W celu ochrony przed niebezpieczeństwami wojny Barnwell została wraz z rodzeństwem wysłana do rodziny na wieś, podobnie jak bohaterowie Lwa, czarownicy i starej szafy na początku powieści.
Od dzieciństwa Barnwell uwielbiała czytać. W 195G roku zapisała się na studia na kierunku język angielski i literatura angielska na Uniwersytecie w St Andrews, będącym w tamtym czasie jednym z niewielu brytyjskich uniwersytetów, na których studiowała duża liczba młodych kobiet.
– Dorastałam w rodzinie wierzących ludzi, bardzo szczerze wierzących ludzi. Ale dopiero później – opowiada Barnwell – dzięki służbie Christian Union, gdy dostałam się na uniwersytet, zrozumiałam, co to naprawdę znaczy podążać za Panem.
Mniej więcej w tym czasie, gdy zajmowała się lingwistyką podczas jednego z kursów, analizując język angielski i rozpisując schematy, Barnwell wzięła udział w spotkaniu z George’em Cowanem, ówczesnym dyrektorem Międzynarodowej Misji Tłumaczy Biblii im. Wycliffe’a, który mówił na temat potrzeby tłumaczy Biblii.
– Dla mnie to było to – mówi Barnwell. Rozpoczęła kursy szkoleniowe w Misji Wycliffe’a jeszcze zanim ukończyła studia.
W 1960 roku Barnwell rozpoczęła studia w Summer Insitute of Linguistics – dziś znanym po prostu jako SIL – a w kolejnym roku została zaproszona, by prowadzić tam zajęcia.
W swoim nauczaniu Barnwell koncentrowała się na semantyce.
– Chodzi w zasadzie o teorię znaczenia – wyjaśnia. – W procesie tłumaczenia nie tłumaczy się słów, tłumaczy się znaczenie. W jaki sposób zatem przetłumaczyć znaczenie i jak rozpoznać kategorie, które zawierają się w znaczeniu?
W tłumaczeniu Biblii różnica między formą języka a jego znaczeniem nie jest błahą sprawą. W tej dziedzinie jest to sprawa fundamentalna. Wczesne badania Barnwell w dziedzinie semantyki nadały kształt dalszym etapom jej 60-letniej kariery. Większość tych dekad poświęciła na szkolenie innych w zakresie niuansów semantyki, a także, co było kluczowe, na rozwijanie metod, dzięki którym osoby bez wyższego wykształcenia mogły te zagadnienia zrozumieć.
Barnwell nieumyślnie wręcz zrewolucjonizowała świat tłumaczeń Biblii.
Photograph by Michael Wharley for Christianity Today.W 1964 roku Barnwell wyjechała do Nigerii. Będąc państwem od niedawna niezależnym od Wielkiej Brytanii i jednym z najbardziej zróżnicowanych krajów na świecie pod względem językowym, Nigeria stanowiła swego rodzaju ziemię obiecaną dla pracy tłumaczeniowej. Występuje tam prawie 700 języków, a w tamtym czasie na większość z nich nie przetłumaczono jeszcze ani słowa z Biblii. Wiele z nich nie było wtedy nawet zapisanych i nie posiadało ortografii – czyli systemu pisma, który pasowałby do ich głosek.
SIL wysłało Barnwell do ludu Mbembe, społeczności językowej rozproszonej po wioskach zlokalizowanych w południowo-wschodnim zakątku Nigerii. Kobieta zaczynała od zera.
– Na szczęście tym ludziom bardzo podobało się to, że uczę się ich języka – mówi Barnwell. Wspomina, jak już na początku zaprzyjaźniła się z nią pewna kobieta i uczyła ją nowych pojęć. – Kolejnego dnia pytała mnie znowu o dane pojęcie, a jeśli go nie pamiętałam, stwierdzała „Mówiłam ci to wczoraj!”.
Barnwell opowiada, że szybko zdobyła serca swoich nigeryjskich współpracowników, których w tamtym czasie nazywano „pomocnikami językowymi” – i urządziła tam swój dom. (Z perspektywy momentu powstania tego artykułu: większą część swojego życia spędziła w Nigerii niż w Wielkiej Brytanii). Przyszłość malowała się w kolorowych barwach.
Jednak w 1967 roku w Nigerii wybuchła wojna domowa, znana jako wojna biafrańska. Pochłonęła ona życie ponad miliona ludzi wskutek konfliktów militarnych i wywołanej nimi klęski głodu.
Podczas gdy zachodni misjonarze opuszczali kraj, Barnwell próbowała zostać. W pewnym momencie jednak walki toczyły się już tak blisko, że kobieta musiała wraz z inną misjonarką porzucić wszystko i uciekać. Początkowo uciekały pieszo, a potem w canoe w górę rzeki Cross do Kamerunu, gdzie przedstawiciele władz pozwolili im przekroczyć granicę bez dokumentów. Stamtąd przedostały się do Anglii i czekały na bezpieczny moment, by wrócić.
Barnwell jak najlepiej spożytkowała ten czas oczekiwania. Wykorzystując swoją płynną znajomość języka mbembe oraz zebrane dane, uzyskała doktorat w School of Oriental and African Studies (Szkoła Studiów Orientalnych i Afrykańskich, SOAS) na Uniwersytecie Londyńskim.
W 1970 roku wróciła do Nigerii i pracy tłumaczeniowej, ale już pół dekady później znów musiała zmienić lokalizację z powodu wydarzenia politycznego, które miało miejsce około G00 km dalej i dało początek przeorganizowaniu misji tłumaczeń Biblii.
13 lutego 1976 roku podpułkownik Buka Suka Dimka wraz z grupą zwolenników podjął próbę puczu w Lagos, ówczesnej stolicy Nigerii. Mimo że pucz był przeprowadzony przez Nigeryjczyków, wzbudził podejrzenia wobec obcokrajowców wśród nigeryjskich przywódców wojskowych, którzy udaremnili zamach stanu.
– Pod względem politycznym – mówi Barnwell – niektórzy ludzie nie chcieli promować języków mniejszościowych. Podział między różnymi grupami językowymi czy plemionami stanowił drażliwy temat. To była główna przyczyna: wśród rządzących byli ludzie, którzy nie chcieli, aby takie promowanie miało miejsce.
Dwa tygodnie po udaremnionej próbie puczu nigeryjscy urzędnicy imigracyjni spotkali się z zachodnimi przywódcami SIL i nakazali im przybyć do Lagos 18 marca. Gdy przywódcy SIL tak zrobili, dano im dwa tygodnie na zebranie swoich badań i przekazanie ich jednemu z nigeryjskich uniwersytetów. Wszyscy lingwiści z SIL mieli opuścić kraj. Był to nagły i niespodziewany problem, który groził zakończeniem pracy tłumaczeniowej w miejscu, które stanowiło prawdopodobnie najważniejsze pole misyjne w Afryce.
Nigeryjczycy i zagraniczni misjonarze, którym kazano opuścić Nigerię, przygotowali plan uratowania efektów swojej pracy. Szybko zebrali delegację wpływowych obywateli Nigerii – polityków, biznesmenów, sprowadzili nawet Festusa Seguna, anglikańskiego biskupa Lagos – i przedstawili swoją sprawę rządowi w Lagos, zadając następujące pytanie: Czy będą mogli kontynuować pracę, jeśli zostanie ona w pełni przekazana na własność i pod kierownictwo Nigeryjczyków? Rząd udzielił zgody. Właśnie wtedy powstała organizacja Nigerian Bible Translation Trust (NBTT), będąca dziś jedną z wiodących organizacji zajmujących się tłumaczeniami Biblii w Afryce.
Photos Courtesy of Katharine BarnwellDzięki zawartej ugodzie kierownicy projektu tłumaczeniowego zapobiegli katastrofie. To była jednak ta prostsza sprawa. Mieli jeszcze drugą prośbę: Czy jeśli stracą dziesiątki zachodnich uczonych, na miejscu będą mogli zostać zaledwie czterej zagraniczni pracownicy? Ci ludzie musieliby zostać może nawet na dwadzieścia lat, by skutecznie wyszkolić pracowników i przekazać innym kierownictwo organizacji.
Wiadomo było, że to będzie o wiele trudniejsze do przyjęcia przez rząd.
W latach 70. wokół organizacji tłumaczeniowych krążyły plotki, że ich misjonarze współpracują z CIA oraz innymi agencjami rządowymi USA w celu podważenia lokalnych rządów. Tłumacze w Ameryce Łacińskiej byli szczególnie inwigilowani, a niektóre projekty zamknięto. Plotki dotarły za tłumaczami również do Nigerii. Nigeryjska gazeta „The Daily Times” 6 maja 1976 roku podała, że „rząd był zaniepokojony działaniami instytutu”. „Times” połączył zamknięcie SIL z zamknięciem czegoś innego: amerykańskiej bazy monitoringu radiowego w Kadunie, o której powszechnie wiadomo było, że jest placówką wywiadowczą USA.
Zapytałem Danjumę Gambo o te doniesienia, które nigdy nie zostały uzasadnione:
– Użyli tego tylko jako wymówki – powiedział.
Tworzenie słowników, rozwój szkół podstawowych i tłumaczenie Biblii może z wielką siłą zakłócić panujący porządek, dlatego od tysięcy lat Słowo Boże w językach ojczystych narodów drażni ludzi władzy tego świata.
– Wiedzieli, że to dzieło, wyzwolenie, rozwój języków lokalnych daje ludziom większą świadomość ich praw – powiedział Gambo.
Nigeryjskie władze zgodziły się na pozostanie niektórych obcokrajowców, jednak tylko częściowo. Trójka zagranicznych misjonarzy otrzymała wizy tymczasowe, jedynie na rok lub dwa lata. W miarę jak NBTT się rozwijało i przyjmowało wyłącznie nigeryjskich tłumaczy, pozwolono na dłuższy pobyt tylko jednego obcokrajowca.
Można się domyślić, kogo wybrano.
Jako nowa główna instruktorka i zachodnia językoznawczyni organizacji NBTT, Barnwell zamieszkała w Dżos – średniej wielkości mieście w środkowej Nigerii, zlokalizowanym na terenie o umiarkowanym klimacie, gdzie znajdowała się siedziba główna NBTT. Przygotowania do tej roli Barnwell rozpoczęła jednak wiele lat wcześniej.
W połowie lat 70, Nigeria była jedenastym z kolei krajem na świecie pod względem liczby ludności i liczba ta szybko wzrastała (dziś Nigeria jest na szóstym miejscu). Z kolei w erze postkolonializmu afrykański Kościół rozrastał się w zawrotnym tempie. „Między rokiem 19G4 a 1984 liczba chrześcijan [w Afryce] wzrosła z około G0 milionów do mniej więcej 240 milionów – napisał Lamin Sanneh, misjolog Uniwersytetu Yale, który pochodził z Gambii. – Gwałtowny rozwój chrześcijaństwa we współczesnej Afryce nie ma sobie równych w historii kościoła”.
W Nigerii – a zwłaszcza w jej południowej części, gdzie Brytyjczycy założyli liczne uniwersytety – wielu nowych wierzących posiadało dobre wykształcenie i posługiwało się czterema lub pięcioma językami. Barnwell i niektórzy z jej współczesnych doskonale wiedzieli zatem, gdzie powinni szukać pracowników, jeśli w Nigerii potrzebna byłaby duża grupa tłumaczy, którzy mogliby zanieść Ewangelię setkom społeczności językowych zamieszkujących ten kraj.
Na przykład John Bendor-Samuel, założyciel oddziału Misji im. Wycliffe’a w Wielkiej Brytanii i mentor Barnwell, na początku lat G0. nawiązał współpracę z uniwersytetami w Ghanie i Nigerii w celu prowadzenia pracy tłumaczeniowej. Było to pierwsze tego rodzaju porozumienie na kontynencie afrykańskim.
Photos Courtesy of Katharine BarnwellNa początku lat 70. Barnwell pragnęła zrobić krok dalej: chciała zatrudnić Nigeryjczyków, którzy nie posiadali wyższego wykształcenia w zakresie lingwistyki, nawet jeśli musiałaby sama ich wyszkolić.
Niestety, na rynku nie było narzędzi przeznaczonych do takiego celu. Nie zostały one jeszcze wymyślone.
Według Ernsta Wendlanda, profesora historii starożytnej na Uniwersytecie w Stellenbosch i jednego z wiodących badaczy tłumaczeń Biblii na świecie, żadne z dostępnych wtedy materiałów szkoleniowych nie nadawały się do pracy z osobami bez wykształcenia w dziedzinie lingwistyki. Wobec tego Barnwell, na kilka lat nim przyjęła rolę szkoleniowca w NBTT, zaczęła pisać własny program nauczania i uczyć swoich pierwszych nigeryjskich tłumaczy.
Barnwell czerpała z teorii językoznawczych wpływowych myślicieli, takich jak Eugene Nida, Charles Taber, John Beekman czy John Callow. Jednak zdecydowana większość publikowanych przez nich materiałów była skierowana do środowiska akademickiego, a Barnwell tłumaczyła wzniosłe idee ludziom, którzy nigdy nie studiowali językoznawstwa. Nida, na przykład, przedstawił bardzo wpływową „teorię ekwiwalencji dynamicznej”, więc Barnwell stworzyła termin „tłumaczenie oparte na znaczeniu”, co stanowiło prostszą i mniej deprymującą nazwę dla tego samego pojęcia.
Szkolenie okazało się wielkim sukcesem. W miarę jak coraz więcej tłumaczy zaczęło się interesować ideą szkolenia Nigeryjczyków, Barnwell została poproszona o publikację swojego kursu w formie książki. W 1975 roku wydała książkę zatytułowaną Bible Translation: An Introductory Course in Translation Principles (Tłumaczenie Biblii: Kurs wprowadzający do zasad tłumaczenia).
Nie wszyscy w środowisku tłumaczy byli zachwyceni pomysłem szkolenia przedstawicieli społeczności językowych do prowadzenia projektów. William Cameron Townsend, założyciel zarówno Wycliffe’a, jak i SIL, odrzucił ideę przekazywania pracy tłumaczeniowej rdzennej ludności, ponieważ uważał, że ludzie z Zachodu mieli obowiązek prowadzić tę pracę, a nie „zwalić to na innych [i] pozwolić miejscowej ludności się tym zająć”.
W Nigerii jednak rząd chciał się pozbyć ludzi z Zachodu. W 1976 roku, gdy Nigeria pozbyła się wykształconych zachodnich lingwistów, nikt nie był w lepszym położeniu niż Barnwell, by podjąć się tego ogromnego zadania – prowadzenia szkoleń – jakie jakie ją czekało.
Prawie pół wieku później, mając za sobą cztery wydania, książka Barnwell nadal jest wzorcowym podręcznikiem do szkolenia tłumaczy będących przedstawicielami danej społeczności językowej, używanym na całym świecie. Sam z niej korzystałem podczas szkoleń za granicą, gdy pracowałem jako konsultant tłumaczeniowy. Tak samo każdy z tłumaczy Biblii, z którym rozmawiałem na potrzeby tego artykułu. (Danjuma Gambo był w trakcie nauczania z materiałów autorstwa Barnwell w Nigerii, gdy rozmawiał ze mną przez Zoom).
Inne organizacje później stworzyły konkurencyjne materiały, jak stwierdza Wendland, „ale nic mi nie wiadomo, by którymś [z tych materiałów] udało się zastąpić lub przedstawić coś lepiej” niż materiały Barnwell. Dziś sam podręcznik został przetłumaczony na ponad tuzin języków. W wersji cyfrowej otrzymuje go w podarunku praktycznie każdy tłumacz związany z wiodącymi organizacjami zajmującymi się przekładem Biblii.
– W dawnych czasach prowadzone były warsztaty tłumaczeniowe, podczas których ktoś uczył semantyki, ktoś leksykologii, ktoś składni, ktoś dyskursu, a potem oczekiwano, że tłumacze pójdą i sami zastosują to wszystko w swojej pracy – mówi Wendland. – Ale kiedy zaczynając pracę, otwierali Biblię, byli zdezorientowani. To nie był najlepszy sposób na szkolenie tłumaczy.
Zamiast tego Barnwell szkoliła tłumaczy do uczenia się w praktyce. Jeśli stary model nazwiemy dedukcyjnym, to jej model był indukcyjny. Intencją Barnwell było, by rdzenni użytkownicy danego języka zanurzyli się w Biblii jak pływacy i brodzili w niej, nabierając przy okazji znajomości semantyki, dyskursu i innych wyszukanych dziedzin – niekoniecznie poznając ich nazwy. W pewnym sensie była przewodnikiem dla swoich uczniów.
Może się to wydawać oczywistym w świetle dzisiejszych teorii dotyczących nauczania, gdy chyba każdy wie, że najlepiej uczy się w praktyce. Ale wtedy szkolenie Barnwell było rewolucyjne i przynosiło owoce, jakich sobie nie wyobrażała.
W 1978 roku Barnwell wydała drugą edycję swojej książki, a niedługo potem zapoczątkowała gwałtowny wzrost w misji tłumaczenia Biblii. W 1980 roku nadzorowała wszystkie projekty SIL w Afryce i w ciągu intensywnej dekady przemierzała kontynent tam i z powrotem, nauczała w Wielkiej Brytanii i ukończyła tłumaczenie Nowego Testamentu na język mbembe, który był jej pierwszą zawodową „miłością”.
Kobieta wspomina, że około roku 1984 jej książka i metodyka zaczęły być powszechnie stosowane poza Afryką. Tłumacze, którzy przeszli szkolenia na podstawie jej książki, sami stawali się później konsultantami czy instruktorami i poświęcali swoją pracę na szkolenie kolejnych uczniów, którzy kontynuowali ten proces.
Larry Jones, prezes organizacji tłumaczeniowej Seed Company, szacuje, że w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej są tysiące tłumaczy przeszkolonych na materiałach autorstwa Barnwell.
Aby w pełni dostrzec wpływ metod wypracowanych przez Barnwell, trzeba spojrzeć nie tylko na jej książki, ale również na film. Film Jezus.
Przez dwadzieścia pierwszych lat swojego istnienia organizacja misyjna The JESUS Film Project, zajmująca się dystrybucją filmu z 1979 roku przedstawiającego życie Chrystusa, nie wykonywała samodzielnie pracy tłumaczeniowej na potrzeby swojej działalności. Jak powiedział Tom Meiner, dyrektor operacyjny projektu: „powierzaliśmy przygotowanie scenariusza ludziom, którzy zajmowali się już danym tłumaczeniem”.
Gdy twórcy filmu Jezus chcieli stworzyć jego wersję w kolejnym języku, zwracali się do organizacji zajmujących się tłumaczeniem z pytaniem: „Macie kogoś? Prowadzicie projekt w tym języku? Macie kogoś, kto mógłby przygotować scenariusz?” – mówi Meiner.
Jeżeli w ogóle otrzymywali odpowiedź, zazwyczaj byli kierowani do zachodniego misjonarza. Meiner wspomina, że w wielu przypadkach ten misjonarz był już na emeryturze albo przeniósł się w międzyczasie do innego projektu, albo zmarł.
Chris Deckert, który w ekipie filmowej pełni funkcję dyrektora strategii językowych, opowiada, że jeśli udało im się znaleźć tłumacza gotowego do współpracy, wysyłano mu „arkusz w programie Excel z krótką instrukcją o treści: »Cześć misjonarzu, jakbyś mógł przetłumaczyć te linijki na te linijki i starać się utrzymać maksymalnie podobną ilość sylab, bo dialog musi być zsynchronizowany z ruchem ust…«”.
Był to uciążliwy proces. „Wysyłaliśmy ten pakiet i – może po roku, dwóch albo trzech latach – czasami nam odpowiadali” – dodaje Deckert. To, co otrzymywali, bywało nieprzewidywalne i kiepskiej jakości.
Zespół chciał „poszerzyć swoją działalność o języki, na które nie przetłumaczono jeszcze ani Biblii, ani filmu Jezus” – mówi Meiner. „Chcieliśmy w miarę możliwości rozpocząć pracę nad filmem w językach, które miały największą liczbę użytkowników”. Ale to wiązało się z samodzielnym wykonaniem tłumaczenia, do czego nie byli przygotowani.
Pod koniec lat 90, Paul Eshleman, pierwszy dyrektor wykonawczy filmu Jezus, spotkał się z przywódcami Wycliffe’a i SIL. Przedstawił wizję współpracy, która miała na celu stworzenie wersji filmu w każdym z trzydziestu języków o największej liczbie użytkowników spośród tych, na które nie przetłumaczono jeszcze ani słowa z Biblii. Organizacje zajmujące się tłumaczeniem wykonałyby to, na czym znają się najlepiej, i tak samo postąpiłaby ekipa filmu Jezus. Eshleman zaoferował, że sfinansuje te projekty, by mogły szybko się rozpocząć. Był to ambitny i eksperymentalny plan, więc duże organizacje nie były skore do wzięcia w nim udziału.
– W tamtym czasie nikt nie był chętny się w to zaangażować. Nie było miejsca dla tej inicjatywy – mówi Larry Jones z Seed Company, który był również wcześniej wiceprezesem SIL. – Ludzie w Misji Wycliffe’a nie byli pewni, czy są na to gotowi, a w SIL byli pewni, że nie są na to gotowi.
Jak wspomina Meiner, przywódcy zaproponowali młodą organizację tłumaczeniową, która mogłaby lepiej pasować do tej inicjatywy. Nazywała się Seed Company.
Była to wtedy początkująca organizacja, która zaczynała swoją działalność w przerobionym schowku na miotły. „Oddział eksperymentalny misji tłumaczeń Biblii”, jak opisuje ją Deckert.
Seed Company została założona w 1993 roku przez byłego dyrektora Misji Wycliffe’a i chciała się wykazać. Swoje działania skupiła na przekazywaniu pałeczki w pracy tłumaczeniowej globalnemu Kościołowi oraz na przekazywaniu finansów na cel zatrudniania tłumaczy spośród rdzennej ludności zamiast ludzi z Zachodu. Ochoczo wzięła udział w tej inicjatywie filmowej.
Plan był następujący: prowadzić projekty w wielu językach jednocześnie, zatrudnić wyłącznie lokalnych tłumaczy i przewrócić do góry nogami to, w jaki sposób tłumaczenie Biblii od wieków było wykonywane. Co mogło pójść nie tak?
Ryzyko żenującej porażki było wysokie. Potrzebowali odpowiedniego przywódcy do tego zadania.
SIL poleciło najlepszą osobę do tej roli: Katharine Barnwell.
Barnwell przeniosła się wcześniej do siedziby głównej SIL w Dallas i służyła jako międzynarodowy koordynator tłumaczeń w tej organizacji – było to prawdopodobnie najwyższe stanowisko specjalistyczne w środowisku tłumaczeń Biblii. Latała od Pakistanu, przez Peru, do Papui Nowej Gwinei, wspierając krajowych tłumaczy, których szkoliła, i sprawdzając przebieg setek projektów.
Henry Huang, były dyrektor do spraw strategii globalnych w Amerykańskim Towarzystwie Biblijnym, powiedział mi, że niektórzy postrzegali przejście Barnwell do tego nowomodnego projektu filmowego jako degradację.
Ona dołączyła do niego dobrowolnie.
W 2000 roku kobieta opuściła swoje stanowisko, przeprowadziła się z powrotem do Dżos i wróciła do biura NBTT w swojej przybranej ojczyźnie, Nigerii. Nie można było wybrać lepszego miejsca na przetestowanie filmowej współpracy niż bogata językowo, gęsto zaludniona Nigeria.
W związku z tym, że prawie cały scenariusz filmu Jezus został napisany na podstawie Ewangelii Łukasza, można go szybko zaadaptować na potrzeby innego języka, gdy tylko zostanie ukończone tłumaczenie tej Ewangelii. Zamiast podejmować się tłumaczenia na poszczególne języki całego Nowego Testamentu – co stanowiło normę w tamtych czasach – Barnwell planowała stworzyć zespoły tłumaczeniowe w wielu społecznościach językowych i polecić im rozpoczęcie pracy od Ewangelii Łukasza.
Z dziesiątek lat czekania na cały Nowy Testament – by stworzyć nowy scenariusz filmu – czas oczekiwania skrócił się do miesięcy. Barnwell chciała jednak wypróbować w Nigerii jeszcze coś innego.
Chociaż Katharine już od długiego czasu wspierała potencjał rdzennych tłumaczy, chciała sprawdzić, czy mogliby oni jeszcze lepiej wykonywać swoją pracę. Powszechnie praktykowano szkolenie jednego zespołu tłumaczy na raz, ale dlaczego nie miałaby szkolić kilku zespołów jednocześnie? Czy mogła sprawić, by zespoły rozpoczęły pracę w sześciu językach na raz? Albo w dwunastu? A nawet w dwudziestu pięciu?
Według Wendlanda z Uniwersytetu w Stellenbosch, stawiając to pytanie Barnwell stała się jednym z wczesnych pionierów metody nazywanej przez tłumaczy cluster model (model grupowy), czyli praktyki, która przyczyniła się do przyspieszenia tempa tłumaczenia Biblii na świecie prawdopodobnie bardziej niż jakikolwiek inny wynalazek.
Działając według tego modelu, tłumacze z dziesiątek społeczności językowych Nigerii zjeżdżali się do siedziby NBTT.
Photos Courtesy of Katharine BarnwellNajpierw uczyli się od Barnwell i innych instruktorów, a potem od siebie nawzajem. Dzieląc się notatkami i pomysłami w spokrewnionych językach, dialektach i językach wehikularnych, tłumaczyli w grupie. Wspólnie pracowali nad trudnymi pojęciami i fragmentami. Rozwiązania różnych problemów były stosowane w spokrewnionych językach.
W ciągu zaledwie tygodni stworzyli ortografie dla języków, które nigdy wcześniej nie zostały zapisane. Po upływie niespełna trzech lat ukończyli przekład Ewangelii Łukasza na kilka języków. Następnie mogli w miesiąc zaadaptować, zsynchronizować pod kątem dialogów, nagrać i zmontować film Jezus w nowym języku.
Pod koniec lat 90, część konsultantów tłumaczeniowych w różnych miejscach świata zaczynała badać model grupowy, jednak wielu ludzi, z którymi rozmawiałem, mówi, że Barnwell jako pierwsza usystematyzowała tę metodę i zastosowała ją na tak wielką skalę.
Jak dowiedziałem się od Deckerta, projekt tłumaczenia filmu Jezus pomógł zrewolucjonizować działania związane z zachęcaniem ludzi do korzystania z przetłumaczonego Słowa Bożego. Zdarza się, że tłumacze Biblii przez 30 lat ciężko pracują nad przekładem Nowego Testamentu, ale nikt nie jest zainteresowany jego czytaniem. Jednak w sytuacji, gdy cały proces napędzały Kościoły lokalne, miejscowi wierzący byli dumni z tego projektu, w wyniku czego korzystali z filmu i Ewangelii Łukasza, by ewangelizować, głosić Słowo i nauczać. Wiele z tych projektów tłumaczenia Ewangelii Łukasza przerodziło się potem w większe projekty: tłumaczenia całych Nowych Testamentów, zbiorów historii w wersji audio, Biblii w wersji audio, a nawet tłumaczenia całych Biblii.
Deckert dodaje, że w przeciągu dekady „działało to na całym świecie”. Około roku 2012 organizacja Jesus Film Project przyjęła model Barnwell jako globalną, standardową metodę działania.
– Liczba filmów Jezus, które produkowaliśmy rocznie, prawie się potroiła – mówi Deckert. – To było szalone.
Nie pracowali już z językami, na które przetłumaczono Biblię – ten wzrost w liczbach dotyczył języków, na które nie przetłumaczono wtedy jeszcze ani jednego słowa z Biblii albo które w ogóle nie posiadały systemu pisma. To, co osiągnęła Barnwell, „nadal jest postrzegane w kategoriach niemal cudu”, jak mówi Jones, dyrektor organizacji Seed Company.
Obecnie organizacja Jesus Film Project wyprodukowała już ponad 2000 przetłumaczonych wersji filmu. W 2010 roku były one tworzone w tak szybkim tempie dzięki modelowi Barnwell, że Deckert musiał ustanowić nowy cel działań: wyprodukowanie filmu w każdym z 865 pozostałych języków świata, które mają ponad 50 000 użytkowników, ale na które nie przetłumaczono żadnego fragmentu Biblii. Deckert mówi, że pomimo utrudnień spowodowanych przez pandemię COVID-19 są na drodze do osiągnięcia tego zamierzenia w ciągu nadchodzących paru lat.
Jak podaje organizacja Jesus Film Project, już ponad 633 miliony ludzi na świecie zdecydowały się przyjąć Chrystusa po wzięciu udziału w projekcji filmu. Według danych organizacji ponad połowa tej liczby – 361 milionów – dotyczy okresu po zastosowaniu przez nich metod Barnwell.
Nawet przy optymistycznych założeniach to niesamowita liczba. Dla porównania: szacuje się, że w odpowiedzi na ewangelizacje Billy’ego Grahama naśladowcami Jezusa zostały prawie trzy miliony ludzi.
Jeśli jednak należysz do osób sceptycznie nastawionych do statystyk dotyczących nawróceń, możesz spróbować określić wymiar spuścizny Barnwell w kontekście tłumaczeń Biblii.
Przy ostrożnych założeniach liczba języków świata, na które przetłumaczono całą Biblię, w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat wzrosła o ponad 100% [Oryginalny artykuł został opublikowany w 2022 roku]. Według organizacji Wycliffe UK w 1996 liczba ta wynosiła 308, a w 2021 – 717. Ten duży wzrost nastąpił w czasie, gdy metody Barnwell oraz przeszkolone przez nią osoby działały pełną parą. Minęło już wtedy dziesięć lat od publikacji trzeciego wydania jej książki, z której korzystano na całym świecie.
Od tamtej pory liczba przetłumaczonych Nowych Testamentów wystrzeliła w górę, a liczba języków, na które przetłumaczono na razie tylko fragmenty Biblii, wzrosła do 2000.
Według organizacji Wycliffe UK „praca tłumaczeniowa lub przygotowania do rozpoczęcia tłumaczenia trwają również w 2617 językach w 161 krajach. Misja im, Wycliffe’a i jej partnerska organizacja SIL są zaangażowane w około trzy czwarte tych działań”. Do tego dochodzą inne organizacje partnerskie, które korzystają z nauczania Barnwell i których szeregi zasilają przeszkolone przez nią osoby.
– Myślę, że w SIL, Lutheran Bible Translators, UBS [United Bible Societies], Seed Company, Pioneer Bible Translators – w żadnej z tych organizacji – nie ma osoby, która nie miałaby styczności z pomysłami, materiałami i nauczaniem Katy – powiedziała w wywiadzie z 2020 roku Lynell Zogbo, autorka i emerytowana konsultantka tłumaczeniowa w Afryce.
Nawet projekty tłumaczeniowe, których przedstawiciele nie korzystają bezpośrednio z materiałów Barnwell, prowadzone są w przestrzeni globalnych strumieni zapoczątkowanych przez jej szkolenia, nauczanie, prowadzenie, uczniów, metody i artykuły. Setki milionów nowonarodzonych chrześcijan na całym świecie słuchają nauczania z Biblii, które mogłyby nie istnieć bez jej pracy.
– Wszędzie pozostawiła po sobie ślad – mówi Deckert.
Czy w historii Kościoła był jakiś tłumacz, którego wpływ mógłby dorównać spuściźnie Katharine Barnwell? Moglibyśmy wymienić Hieronima i jego łacińską Wulgatę, której Kościół rzymskokatolicki używał jako głównego tłumaczenia przez ponad 1500 lat. Był też Luter i jego niemieckojęzyczna Biblia. Był król Anglii Jakub I, jeśli przypisać mu zlecenie powstania Biblii króla Jakuba, albo William Tyndale, jeśli ktoś jest zdania, że Biblia króla Jakuba powstała w większości z tłumaczenia Tyndale’a.
Jednak za 200 lat, gdy sercem światowego chrześcijaństwa staną się Nigeria i Chiny, zasięg tych Biblii może okazać się niewielki względem zasięgu Biblii przetłumaczonych w krajach Ameryki Łacińskiej, Afryki, Azji i Oceanii dzięki metodom dostarczonym przez Barnwell.
Zadałem ponad kilkunastu kierownikom projektów tłumaczeniowych, uczonym i ludziom doświadczonym w tej dziedzinie pytanie: Czy ktoś we współczesnych czasach miał taki sam bezpośredni wpływ na świat tłumaczeń jak Barnwell? Wszyscy dochodzili do podobnego wniosku co Jones, który stwierdził: „Nie przychodzi mi nikt na myśl”.
Tylko dwie osoby były konsekwentnie wymieniane wraz z Barnwell: Eugene Nida i William Carey.
Nida, wpływowy teoretyk, szkolił tłumaczy na całym świecie. Mówi się, że miał wpływ na tłumaczenia w ponad 200 językach. Podobnie jak w przypadku Barnwell jego wpływ wykraczał poza granice poszczególnych organizacji.
Carey był człowiekiem wszechstronnie wykształconym – lingwistą, antropologiem, wydawcą, założycielem szkół i seminariów i tłumaczem m.in. całej Biblii lub jej fragmentów na trzydzieści albo i więcej języków.
Mógłbym jeszcze dodać postać Kennetha Pike’a, dyrektora organizacji SIL w latach 1942–1979, wybitnego uczonego w dziedzinie językoznawstwa i pioniera w dziedzinie nauczania języka angielskiego jako języka drugiego. Według SIL Pike szesnaście razy był nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla.
To całkiem niezłe towarzystwo.
– Czułaby się ogromnie zawstydzona, gdyby tak o niej napisano – mówi Teryl Gonzalez, była uczennica Barnwell, a obecnie konsultantka ds. rozwoju strategii zapewniania jakości w organizacji Wycliffe US.
A może zadamy to pytanie samej zainteresowanej? Czy prawdopodobnym jest, żeby jej wpływ był tak wielki, jak wszyscy mówią?
– Cóż, możliwe, że tak… – marszcząc brwi, przyznała Barnwell w odpowiedzi na to pytanie zadane jej podczas rozmowy na platformie Zoom. – Ale nie chcę o tym rozmawiać.
Photos Courtesy of Katharine BarnwellJak mówi, nigdy nie pracowała sama. Wszystkie osiągnięcia zawdzięcza pracy w zespole. Stwierdza, że dla niej po prostu przywilejem było móc tak często służyć we właściwym miejscu i czasie – zostać postawioną na rozdrożu historii.
– Ona jest matką misji tłumaczeń Biblii w Afryce – mówi Olivia Razafinjatoniary, malgaska konsultantka językowa, która służy w różnych miejscach afrykańskiego kontynentu.
Osoby, które znają Barnwell, z wszystkich jej przydomków najczęściej używają zwrotu „Matka” albo „Mama Katy”.
Nie jest to jedynie forma grzecznościowa. Zwłaszcza w przypadku kobiet znających Barnwell (która nigdy nie wyszła za mąż i nie ma dzieci) zwracanie się do niej w ten sposób obrazuje jej matczyną rolę w ich życiu.
Jeśli chodzi o Olivię Razafinjatoniary, kontakt z Barnwell zmienił jej życie.
Był rok 2000. Razafinjatoniary świeżo ukończyła studia w dziedzinie tłumaczeń i podczas podróży autobusem w Nairobi (Kenia) powiedziała osobie, która akurat była zaangażowana w tłumaczenie Biblii: „Bardzo chciałabym oddać Panu to, co On mi dał”. Niedługo później Barnwell skontaktowała się z nią ze swojego nigeryjskiego biura w sprawie projektu, który miał się rozpocząć w rodzinnym kraju Olivii – na Madagaskarze. Zapytała, czy Olivia chciałaby wziąć udział w szkoleniu.
– Dwa razy w roku przylatywała na Madagaskar, aby mnie szkolić – mówi Razafinjatoniary. – Obserwowałam ją podczas pracy, obserwowałam pracę innych konsultantów. Barnwell bardzo mnie wspierała i od pierwszego dnia naprawdę we mnie wierzyła. To doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem teraz.
Razafinjatoniary swój drugi dyplom magisterski zadedykowała Barnwell.
– Moim pragnieniem od samego początku było stać się taką jak ona – mówi. – Do dzisiaj utrzymujemy stały kontakt. Ona wie o nas wszystko. My wiemy wszystko o niej. Wiemy, kiedy jest chora. Wiemy, kiedy ma się dobrze. Wiemy, kiedy podróżuje.
Dla Barnwell jej współpracownicy są rodziną.
– Ci ludzie byli dla niej dziećmi darowanymi przez Boga – mówi Jones.
Spójrzmy przykładowo na to, jak Teryl Gonzalez opisuje typowy miesiąc w Nigerii w czasie, gdy pracowała z Barnwell: na organizowane przez Barnwell „warsztaty jednej książki” w Dżos mogło się zebrać nawet osiemdziesięcioro tłumaczy z dwudziestu pięciu różnych społeczności językowych.
– Każdy z tych ludzi postrzegał ją jako mentorkę, matkę, dobrodziejkę w jakimś wymiarze – mówi Gonzalez.
Barnwell prawie zawsze nosiła jasnoniebieską sukienkę i „za każdym razem, gdy obracało się głowę, ktoś pukał do jej drzwi. Żeby się przywitać. Żeby wyrazić sympatię”. Była znana z tego, że rezygnowała z wygód. Sypiała na twardych podłogach podczas podróży i dawała współpracownikom jedzenie ze swojego talerza. Często pracowała cały dzień – prowadząc warsztaty, robiąc herbatę dla gości o wszelkich porach, a między tym sprawdzając przetłumaczone fragmenty Biblii.
Poszerzona chrześcijańska rodzina Barnwell, która powstała wskutek niezliczonych tego rodzaju kontaktów, rozciąga się na cały świat.
Gonzalez powiedziała mi, że niedawno podczas konferencji dotyczącej tłumaczeń Biblii, w której brała udział, prowadzący poprosił uczestników, by podnieśli ręce ci, którzy mogą twierdząco odpowiedzieć na następujące pytanie: „Kto z was osobiście doświadczył prowadzenia, pomocy, szkolenia lub służby Katharine Barnwell?”. W górę podniosły się setki rąk kierowników projektów tłumaczeniowych, którzy przybyli ze wszystkich zamieszkanych kontynentów świata. Wśród nich była też Teryl Gonzalez.
Gonzalez marzyła o pracy konsultanta – szkoleniu, nauczaniu, sprawdzaniu przetłumaczonego Słowa – odkąd skończyła piętnaście lat. Po wielu latach i po zdobyciu kilku dyplomów osiągnęła cel: została konsultantką. W czasie gdy Gonzalez przygotowywała się do roli konsultanta, minimalnymi wymaganiami było „milion lat” doświadczenia na polu misyjnym jako szkolący się konsultant i najlepiej ukończenie tłumaczenia Nowego Testamentu na jakiś język.
– Trochę jak dąb: rośnie się przez sto lat i wtedy staje się dębem – mówi Gonzalez.
Jednak jej drugi syn urodził się z poważnymi chorobami wrodzonymi, w związku z czym musiała wraz z rodziną opuścić projekt tłumaczeniowy na drugim końcu świata i wrócić do USA. W jednej chwili zmieniła się z misjonarki w „niepracującą zawodowo mamę z dziećmi w wieku przedszkolnym, mieszkającą na przedmieściach Seattle. Wszystko na długi czas po prostu się zatrzymało”.
Ale Barnwell przygotowywała dla niej miejsce.
Pracując jako międzynarodowy koordynator tłumaczeń dla SIL w latach 90., Barnwell zaczęła skracać wymagany od przyszłych konsultantów czas spędzony na polu misyjnym z dekad do zaledwie kilku lat. Chciała, żeby nowe pokolenie rdzennych tłumaczy nabyło odpowiednie umiejętności, i potrzebowała ludzi z Zachodu, którzy podjęliby się ich szkolenia. Jej zdaniem w sytuacji, gdy pracownicy posiadali te umiejętności, obciążanie ich wieloletnimi wyjazdami za granicę w celu zdobycia przez nich wsparcia finansowego nie miało sensu. Ta zmiana pozwoliła, by zarówno zachodni profesor biblistyki po studiach, jak i obdarowany miejscowy tłumacz mogli zostać konsultantami w oparciu o konkretne doświadczenie dobrze wykonywanej pracy na polu misyjnym.
W międzyczasie rozwijał się Internet i technologie informacyjno-komunikacyjne. Będąc zaangażowaną w tłumaczenia filmu Jezus na początku lat 2000., Barnwell czuła, że w erze wideokonferencji i przystępnych cenowo laptopów konsultanci tłumaczeniowi nie powinni doświadczać konieczności porzucania swojej pracy na rzecz opieki nad starzejącymi się rodzicami lub chorymi dziećmi.
Zaczęła więc zapraszać konsultantów, którzy musieli przerwać pracę w tłumaczeniach, z powrotem do współpracy, aby mogli oni część swojego czasu poświęcać na konsultacje.
Wcześniej „większość takich osób wracała do domu i podejmowała pracę w administracji, rekrutacji albo czymś w tym rodzaju, Barnwell jednak uważała, że było to ogromne marnowanie talentu i zasobów” – mówi Huang, były dyrektor do spraw strategii globalnych w Amerykańskim Towarzystwie Biblijnym, który pracował również dla Seed Company. Ta sytuacja na nowo otworzyła drzwi dla takich ludzi jak Teryl Gonzalez, którą Barnwell zaprosiła do Nigerii w 2010 roku, by kilka razy w roku mogła tam z nią pracować. Jak powiedział mi Jones, zmiany, jakie nastąpiły, umożliwiły zaangażowanie w tłumaczenia Biblii pracowników z krajów rozwijających się. Setki z tych osób zdobyły uznanie w obecnym, zmodernizowanym świecie.
Wieloletnia praca Barnwell, skoncentrowana na szkoleniu rdzennych tłumaczy i przekazywaniu kierownictwa nad projektami w ręce miejscowej ludności, wydała swój owoc: w tłumaczeniach Biblii zaszła tak głęboka demokratyzacja, że dziś nikt nie podejmuje już na poważnie dyskusji nad tym, czy miejscowa ludność powinna kierować procesem tłumaczenia.
Nowi reformatorzy zadają natomiast pytania innego rodzaju, kierując się silnym dążeniem do tego, by proces tłumaczenia Biblii był szybszy i tańszy: Czy przeszkoleni konsultanci tłumaczeniowi są naprawdę potrzebni? Czy tysiące gorliwych chrześcijan siedzących w kafejkach internetowych nie mogłyby zacząć wspólnie pracować online nad przetłumaczeniem jednej z ksiąg Biblii z jakiegoś powszechnie znanego języka na swój język?
Organizacje działające w dziedzinie tłumaczeń Biblii – w tym również Seed Company i Wycliffe Associates – próbują różnych eksperymentalnych sposobów na przyspieszenie procesu tłumaczenia, takich jak na przykład: tłumaczenia grupowe prowadzone w stylu wiki, korzystanie ze sztucznej inteligencji, programów i algorytmów albo crowdsourcing zamiast poszukiwania przeszkolonych pracowników czy źródeł naukowych.
W wywiadzie dla publikowanego przez SIL „Journal of Translation” Barnwell skrytykowała to ciągłe dążenie do „niedbałych rozwiązań. […] Szybkie tłumaczenia pozbawione solidnego ugruntowania, starannej analizy i zastosowania rozsądnych zasad tłumaczenia to po prostu strata czasu”. W większości przypadków tłumaczenia powstałe w rezultacie tych eksperymentów są fatalne. Nie są one jednak bezowocne.
– Jednym z najbardziej efektywnych skutków tych działań było pobudzenie społeczności lokalnych – mówi Brian Kelly, dyrektor do spraw badań nad tłumaczeniem Biblii w organizacji Seed Company.
– Ludzie z tych społeczności reagowali stwierdzeniem: „O, wow, wszyscy moglibyśmy brać w tym udział”.
Tim Jore pracuje dla organizacji unfoldingWord, działającej w Orlando (Floryda), która pomaga Kościołom na świecie samodzielnie tłumaczyć Biblię. Jore uważa, że w ruchu tłumaczenia Biblii powinno się mniej skupiać na „tworzeniu” nowych Biblii i traktowaniu ich jak produkt, a raczej bardziej koncentrować na uzdalnianiu społeczności chrześcijańskich do pracy nad własnymi przekładami Biblii. Jak stwierdza Jore, historycznie tłumaczenie jest działką Kościoła.
– Gdy publikowane jest nowe tłumaczenie Biblii na język angielski – Jore pisze w szeroko udostępnianym artykule – anglojęzyczny Kościół nie zwraca się do konsultantów tłumaczeniowych z prośbą o zatwierdzenie tego przekładu.
Anglojęzyczni przywódcy Kościołów i uczeni posiadają wiedzę oraz narzędzia potrzebne do tego zadania. Tak samo powinno być w przypadku Kościoła na świecie. Według Jore’a mogłoby tak być, gdyby organizacje zajmujące się tłumaczeniem Biblii przekierowały swoje metody z myślenia skoncentrowanego na produkcie w kierunku wyposażania Kościoła na świecie do samodzielnego zarządzania zapewnianiem jakości.
Podejście to nazywane jest tłumaczeniem Biblii skoncentrowanym na Kościele. Zdaniem Jore’a jest ono logicznym następstwem zmian, jakie uruchomiła praca Barnwell.
Jej działania „stanowią ważny fundament dla kolejnej wielkiej przemiany w ruchu tłumaczeń Biblii, która ma dzisiaj miejsce na całym świecie: tłumaczenia Biblii wykonywanego przez Kościół w odpowiedzi na jego własne potrzeby dotyczące teologii i uczniostwa”, jak stwierdza Jore.
Kiedy zapytałem Barnwell, co myśli na temat tłumaczenia skoncentrowanego na Kościele, zareagowała z ostrożnym entuzjazmem: „Skupianie się na zaangażowaniu Kościołów z regionu języka docelowego nie jest nowym podejściem i nie może być przeceniane”.
Podkreśliła jednocześnie misyjne znaczenie tłumaczenia Biblii, czyli „odkrywanie tego, co można zrobić, by promować i wspierać tłumaczenia wśród społeczności językowych, w których nie ma jeszcze żadnych wierzących, nie ma Kościoła”.
Inaczej mówiąc: tłumaczenie skoncentrowane na Kościele jest świetne, ale kto pójdzie do miejsc, w których nie ma Kościoła? Wspaniałym sprawdzianem dla modelu skoncentrowanego na Kościele może się okazać nie to, czy Kościoły będą w stanie przetłumaczyć Biblię dla siebie, ale to, czy poszerzą swoje wysiłki tłumaczeniowe o regiony, w których nie ma wierzących – bez pomocy zachodnich misjonarzy albo nacisku ze strony organizacji tłumaczeniowych.
– Łączy nas ten sam cel – mówi Barnwell – aby możliwie jak najprędzej ujrzeć wysokiej jakości tłumaczenie Biblii dostępne w każdym języku.
Sama Barnwell korzysta teraz z demokratyzacji świata tłumaczeń, do której się przyczyniła. Dzięki niej w ciągu minionej dekady mogła stopniowo przekazywać swoje obowiązki kierownicze różnym pracownikom w Nigerii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, zmniejszając własne zaangażowanie.
Jakiś czas temu Barnwell przeprowadziła się z powrotem do swojego domu w Goring-on-Thames, miejscowości położonej około 80 km na zachód od Londynu (w Wielkiej Brytanii). Znów pracuje z ludem Mbembe, wśród którego żyła, gdy pierwszy raz przeprowadziła się do Nigerii, aby podjąć się pracy tłumaczenia Nowego Testamentu. Jej pierwsi przyjaciele z tego ludu już dawno zmarli, ale kolejne pokolenia w lokalnym Kościele – wielu z nich wychowało się na tłumaczonym przez Barnwell Nowym Testamencie – pracują wspólnie z nią nad trzema powiązanymi tłumaczeniami Starego Testamentu.
Przed pandemią COVID-19 regularnie ich odwiedzała, jednak ze względu na postępującą chorobę zwyrodnienia stawów obecnie pozostaje na miejscu, w Wielkiej Brytanii, i pracuje, korzystając z platformy Zoom. Żartuje sobie, że „codziennie podróżuje do Nigerii”.
Wykorzystując każdą wolną chwilę, szlifuje też swoją znajomość języka hebrajskiego i szkoli dwóch nigeryjskich konsultantów.
Pośród współpracowników Barnwell toczy się debata: Ilu ludzi będzie trzeba, aby ją zastąpić, gdy w końcu przejdzie na emeryturę – o ile to w ogóle nastąpi… Opisując sposób, w jaki Barnwell do tej pory przekazywała swoje odpowiedzialności innym, Jones, dyrektor organizacji Seed Company, mówi:
– Mimo że ten proces nie jest dla niej zupełnie bezbolesny, to widzę ogromną duchową dojrzałość i pokorę w tym, jak go przeprowadza.
W 2015 roku, mniej więcej w tym czasie, gdy Barnwell rezygnowała ze swoich kierowniczych obowiązków i przekazywała pałeczkę lokalnym współpracownikom, największe światowe organizacje działające w ruchu tłumaczenia Biblii, łącznie odpowiedzialne za ok. 85% tej działalności, postanowiły zawrzeć porozumienie, które nazwano „Common Framework” (Wspólny Model). Było to swego rodzaju porozumienie dotyczące dobrych praktyk dla wszystkich zaangażowanych.
W skrócie: porozumienie to głosi, że działalność związana z tłumaczeniem Biblii nie ma należeć do zachodnich organizacji, ale do globalnego Kościoła reprezentowanego przez lokalne jednostki. Kościół ma kierować, wykonywać i być końcowym odbiorcą tłumaczeń Biblii. Miejscowa ludność ma decydować, które księgi Biblii będą tłumaczone, w jakim formacie (audio, pisemnie, wizualnie, na język migowy) i w jakiej kolejności. Zachodni partnerzy mają pełnić rolę konsultantów i pomocników.
Dla tych, którzy pracowali z Barnwell, nie było to nic nowego. Ona działa w ten sposób już od lat 70. XX wieku.
A zatem, czy Barnwell rzeczywiście kiedykolwiek przejdzie na emeryturę?
– Co innego miałabym robić? – mówi. – Siedzieć i przebierać palcami? Lubię moją pracę i cieszę się, że nadal mogę ją wykonywać. Jestem też bardzo wdzięczna, że fizyczne problemy związane ze starością dotyczą głównie moich nóg, a nie głowy.
Przypuśćmy, że Barnwell jednak przeszłaby na emeryturę. Czy jest cokolwiek więcej, o co kontynent afrykański i setki ludów na świecie, które jeszcze nie mają Biblii, mogłyby ją prosić?
Larry Jones wspomina pewną historię.
Pewnego razu podróżował z Dżos do Abudży (stolica Nigerii) samochodem, w którym stłoczyło się za dużo pasażerów. Barnwell siedziała wciśnięta obok niego. Na jednym z wielu wojskowych posterunków, jakie znajdowały się na ich drodze, żołnierz z karabinem przewieszonym przez ramię zatrzymał samochód.
Przebiegł wzrokiem po pasażerach i zaczął zadawać pytania kierowcy. W jego głosie dało się słyszeć napięcie. Żołnierz pochylił się i znów przemierzył wzrokiem pasażerów, zauważając kogoś, kogo za pierwszym razem, wydaje się, przeoczył.
Przechylił się i wsunął głowę przez okno, a zaraz za nim do samochodu wsunęła się lufa jego karabinu. Kiedy wzrok wojskowego padł na Barnwell, „jego zachowanie niemal zupełnie się zmieniło”. Żołnierz uśmiechnął się szeroko i powiedział:
– Módl się o nas, Matko.
Jordan K. Monson wykłada na chrześcijańskim uniwersytecie University of Northwestern–St. Paul, pracował również jako tłumacz Biblii w ramach organizacji Seed Company i jest pastorem w kościele Capital City Church w St. Paul w Minnesocie.
Tłum. Alicja Cieślar. Przetłumaczony za zgodą Christianity Today.